Niedziela zamknęła siedem dni jubileuszowej edycji Grand Prix Wojciecha Fibaka. Cztery finały, cztery tytuły i sześć flag na trofeach — serbska, czeska, duńska, ukraińska, belgijska i włoska. Polskiej wśród nich nie ma.
Singla chłopców wygrał Djordje Sapic, singla dziewcząt Sara Oliveriusova. W deblu triumfowały pary Caroline Hermanns z Anną-Adeliną Nykyforuk oraz Nicolas Fays z Marco Meaccim.
Sapic stracił w całym turnieju jednego seta
Rozstawiony z trójką Serb przeszedł przez pięć rund, oddając rywalom łącznie jedną partię — Marco Meacciemu w półfinale. W niedzielnym finale rozbił Nikolaia Shibaniego w pierwszym secie, a drugi zamknął przy stanie 7-5.

D. Sapic [3] ✓
67

N. Shibani [4]
15
Finał numerów trzy i cztery był konsekwencją tego, co działo się wcześniej. Rozstawiony z jedynką Tavish Pahwa odpadł w ćwierćfinale, dwójka Lasse Bohr już w drugiej rundzie. Bohra z drabinki zdjął Jorge Martinez Vasquez — jedyny nierozstawiony półfinalista, który w ćwierćfinale wyeliminował jeszcze rozstawionego z szóstką Wiktora Jeża i zatrzymał się dopiero na Shibanim.
Czeski komplet u dziewcząt
Drabinka dziewcząt należała do Czeszek. Do turnieju przystąpiło ich pięć, cztery doszły do ćwierćfinału, dwie zagrały w finale. Wygrała rozstawiona z dwójką Sara Oliveriusova, oddając Elly Meszarosovej jednego gema.

S. Oliveriusova [2] ✓
66

E. Meszarosova
10
Oliveriusova, podobnie jak Sapic, przegrała w całym turnieju tylko jednego seta i również w półfinale. Jedyny moment, w którym tytuł jej się zachwiał, przyszedł wcześniej — w ćwierćfinale z Taminą Saken wygrała dwa tie-breaki, 7-4 i 7-3.
Meszarosova kończy edycję jako jedyna nierozstawiona finalistka singla. W drodze do finału wyeliminowała rozstawioną z szóstką Yerkezhan Zhanatayevą, odrabiając stratę seta przegranego 1-6.
Odpadła w pierwszej rundzie, wyjechała z pucharem
Najciekawszy łuk tego tygodnia narysowała Caroline Hermanns. Dunka, rozstawiona z numerem jeden w singlu, przegrała pierwszy mecz turnieju z polską kwalifikantką Anną Idaszewską. Cztery dni później wyszła na kort trzeci jako rozstawiona z jedynką w deblu i wygrała finał z parą rozstawioną z numerem dwa.

Hermanns /
Nykyforuk [1] ✓66

Chen /
Chiang [2]44
Ten finał miał się odbyć w sobotę wieczorem. Deszcz, który spadł po półfinałach, przesunął go o na następny dzień.
Fays i Meacci wygrali debla bez straty seta
Rozstawieni z dwójką Belg i Włoch przeszli przez cztery mecze, nie oddając ani jednej partii. W niedzielę rozegrali dwa spotkania: rano zaległy półfinał, po południu finał z ukraińską parą Tymur Chukanov i Volodymyr Revenko.

Fays /
Meacci [2] ✓66

Chukanov /
Revenko42
Dla obu to zamknięcie tygodnia, który w singlu skończył się wcześniej — Fays odpadł w ćwierćfinale, Meacci w półfinale, z Sapiciem, który kilka godzin przed ich finałem odebrał puchar za singla. Chukanov i Revenko przegrali dopiero ostatni mecz turnieju, po drodze eliminując rozstawionych z jedynką i trójką.
Bilans polski: dwa półfinały, bez tytułu
Do turnieju głównego przystąpiło dwudziestu czterech Polaków i Polek, po dwunastu w każdej drabince. Sześć z ośmiu miejsc w eliminacjach też przypadło biało-czerwonym.
Najdalej zaszły pary deblowe. Antoni Kasperski i Hubert Plenkiewicz, po wyeliminowaniu rozstawionych z czwórką, doszli do półfinału, w którym w niedzielny poranek ulegli późniejszym mistrzom 0-6, 3-6. Zofia Janusz i Martyna Sikora z AZS Poznań również dotarły do półfinału, zatrzymane przez finalistki Chen i Chiang.
W singlu do ćwierćfinałów weszli Jakub Jędryka i Wiktor Jeż. Jędryka jako jedyny ćwierćfinalista przeszedł wcześniej wszystkie trzy rundy eliminacji.
Osobno zapisać trzeba Annę Idaszewską. Poznanianka z Parku Tenisowego Olimpia weszła do turnieju głównego przez eliminacje, w pierwszej rundzie pokonała rozstawioną z jedynką, a w drugiej przegrała po trzech setach, w których dwukrotnie grała tie-break. Odpadła dwa punkty od ćwierćfinału.
Siedem dni, dwadzieścia pięć krajów
Jubileuszowa edycja ustanowiła rekord frekwencji międzynarodowej. Na kortach AZS Poznań wystąpili zawodnicy i zawodniczki z dwudziestu pięciu krajów — od Indii i Kazachstanu, przez Tajwan, po Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Nigdy wcześniej Grand Prix nie zgromadziło tylu reprezentacji.
Pogoda nie ułatwiała. Turniej zaczął się od ulewy, która przesunęła pierwsze mecze eliminacji na popołudnie, w środku tygodnia doszedł upał, a w sobotę deszcz zabrał finał debla dziewcząt. Mimo to rozegrano wszystkie zaplanowane spotkania — ostatnie z jednodniowym poślizgiem.
Zapamiętamy też historię Any Chindris. Rumunka omyłkowo wycofała się z turnieju głównego, poprosiła o dziką kartę do eliminacji, przeszła trzy rundy i doszła do ćwierćfinału drabinki, z której sama się wcześniej wypisała.
I jeszcze jedną: Jan Skrzyński, syn Magdaleny Grzybowskiej, wygrał swój mecz pierwszej rundy w mieście, w którym urodziła się jego mama — najlepsza polska tenisistka przed erą Agnieszki Radwańskiej.
Fibak: to był pomysł mamy i taty
Patron turnieju był na kortach AZS każdego dnia tego tygodnia. Oglądał nie tylko finały, ale i eliminacje, w których zachwycił go między innymi jednoręczny bekhend Włocha Luki Marii Pomilio.
Podczas ceremonii zakończenia Wojciech Fibak podkreślił wysoki poziom sportowy zawodów i profesjonalizm organizacyjny. Podziękował partnerom i sponsorom turnieju oraz dyrektorowi Jackowi Muzolfowi za przygotowanie pięćdziesiątej edycji.
Po ceremonii wrócił myślami do początków. Turniej wymyślili jego rodzice, w późnych latach siedemdziesiątych.
„Myślę o nich, o mamie i o tacie, że mieli taki pomysł, bardzo innowacyjny, oryginalny — stworzyć turniej tenisowy w Poznaniu” — mówi Fibak.
Pierwsze edycje przerosły oczekiwania organizatorów. „Przyjeżdżało tylu chętnych z całej Polski, że musieliśmy organizować turniej w czterech klubach — nie tylko na AZS-ie, ale i na kortach Grunwaldu, Warty i Olimpii” — wspomina patron.
To była wtedy inna epoka i inny ciężar gatunkowy takiego wyjazdu. Zawodnicy ściągali do Poznania z całej Polski, między innymi ze Śląska, skąd przyjeżdżał ze swoimi młodymi wychowankami Dariusz Łukaszewski, dziś prezes Polskiego Związku Tenisowego, obecny na kortach AZS dzień wcześniej. Jak wspominał, było to wtedy święto tenisa. Wszyscy gnali na Grand Prix Fibaka, bo to było wielkie wydarzenie — i bo można było wygrać coś więcej niż puchar.
„Fundowałem rakiety tenisowe. A w latach osiemdziesiątych nawet rakieta tenisowa to był skarb” — mówi Fibak.
Dziś rakieta skarbem nie jest, a turniej zmienił charakter. „Cieszę się, że zawody są bardziej międzynarodowe, bo wtedy były głównie polskie” — ocenia patron. „Cieszę się, że tylu uczestników mamy z całego świata. Choćby w tym roku z Tajwanu. Coś niezwykłego. I poziom jest każdego roku coraz wyższy”.
Tajwan akurat zapisał się w tej edycji podwójnie: Ching Ying Chen i Yen-Ni Chiang dotarły do finału debla dziewcząt jako para numer dwa.
Na koniec Fibak wrócił do tego, co zobaczył w niedzielę. „W tym roku wspaniałe mecze chłopaków, ale i dziewczyn też. No wiadomo, wygrały Czeszki. Tak jak zawsze wygrywają w Wimbledonie. W Poznaniu też wygrały”.
Pięćdziesiąta edycja Grand Prix Wojciecha Fibaka przeszła do historii. Do zobaczenia za rok.




